Cypr starożytny

Zwiedzając Cypr ciężko zignorować liczne stanowiska archeologiczne, z których poniekąd ta wyspa słynie. My zaliczamy takie miejsca do kategorii obowiązkowych wycieczek szkolnych i zwykle omijamy je szerokim łukiem. Jednak tym razem, mimo kompletnego braku zainteresowania historią starożytną, postanowiliśmy poświęcić im trochę naszego czasu. Wybraliśmy na tę okazję trzy miejsca i wiecie co? Wcale nie było nudno! Każde z nich miało coś w sobie, a jedno zrobiło na nas naprawdę duże wrażenie. I to wcale nie ze względu na jakieś szczególnie imponujące pozostałości świątyń, czy amfiteatrów. Tych widzieliśmy już trochę w różnych miejscach na świecie. Ale starożytny Cypr mozaikami stoi. I uwierzcie mi – oczy od nich oderwać ciężko!

Na początek Salamina. Jej ruiny oddalone są o ok. 5 km od Famagusty. Jest to już terytorium Cypru Północnego, przez co dociera tu pewnie znacznie mniej turystów. A szkoda! Salamina była niegdyś głównym miastem wyspy, co przekłada się na wielkość terenu wykopalisk. Już przy wejściu natknąć się można na doskonale zachowane kolumnady, popiersia, posągi i dużo elementów architektonicznych. Trochę dalej uchował się klasyczny amfiteatr. Niestety z uwagi na to, że zwiedzanie takich miejsc z niemowlakiem rządzi się swoimi prawami, nie udało nam się zobaczyć całości. A zapowiadało się nawet obiecująco.

Znacznie więcej czasu udało nam się spędzić w pozostałościach miasta Kurion, zlokalizowanych nieopodal Limassol. Tu urzekło nas przede wszystkim położenie ruin – białe klify i błękitna woda wyłaniające się co parę metrów zza kamiennych murów, to bardzo przyjemny dla oczu widok. Miejsce to jest również trochę lepiej przygotowane pod turystów, niż Salamina. Większość przybywa tu prawdopodobnie po to, by zobaczyć wyjątkowo fotogeniczny amfiteatr (my z resztą też, a jakże!). A tymczasem, o wiele większą atrakcją, jest tam po prostu możliwość pospacerowania z wiatrem od morza we włosach. W każdym razie, nam się podobało!

Gdybym jednak miała wybrać tylko jedno miejsce z trzech, w których byliśmy – wybrałabym Pafos. Czwarte co do wielkości miasto na Cyprze, strategiczny ośrodek portowy i turystyczny dla Cypru Południowego i najważniejsze stanowisko archeologiczne na całej wyspie. Ruiny starożytnego Pafos (Kato Pafos) wpisane są w całości na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ciekawostką niech będzie to, że tamtejsze stanowisko archeologiczne zostało założone i jest prowadzone od ponad pięćdziesięciu lat przez… Polaków! Bo to właśnie polska misja archeologiczna pod banderą Uniwersytetu Warszawskiego, rozpoczęła w 1965 roku prace wykopaliskowe na terenie Pafos, które okazały się na tyle owocne, że trwają do dnia dzisiejszego (w 2011 roku do załogi Uniwersytetu Warszawskiego dołączył zespół Uniwersytetu Jagiellońskiego). To tutaj odkopano słynne mozaiki podłogowe, których jest tak wiele, że właściwie można byłoby chodzić po całych wykopaliskach przez pół dnia i zachwycać się tylko nimi. Przyznaję – byłam dość sceptycznie nastawiona do tego miejsca, a przepadłam wśród tych kolorowych kamyczków! Jakie wzory, jakie kolory, jaka wielkość i precyzja! Tyle lat pod ziemią, a niektóre prawie w ogóle niezniszczone! W czasach, w których mamy do dyspozycji wszystkie narzędzia i technologie świata, a kładziemy na podłogach banalne w swej prostocie kafle i panele – zachwyciłam się sztuką tych, którzy mieli do dyspozycji swoje dłonie i niewiele więcej. Pafos to jednak nie tylko mozaiki. To również ogromny teren wykopalisk, doskonale przygotowany na przyjęcie turystów (również niepełnosprawnych), po którym można spacerować cały dzień. Podobnie, jak w Salaminie i Kurion, jest tu też niewielki amfiteatr, zza którego wyłania się trochę abstrakcyjnie biała, współczesna latarnia morska. Ścieżek jest dużo, można krążyć i błądzić, co jakiś czas chowając się przed słońcem na ławeczce pod daszkiem. Zdecydowanie Kato Pafos to mój faworyt wśród stanowisk archeologicznych na Cyprze. W takie miejsce dałabym się nawet zabrać na wycieczkę szkolną 🙂