Długa historia krótkiej podróży


Moja marokańska podróż trwała ponad 5 lat. W samym Maroku byłam zaledwie 2 tygodnie, ale przecież podróż nie zaczyna się z plecakiem na plecach… Moja zaczęła się przed monitorem komputera, gdy znudzona przeglądałam zasoby polskich portali podróżniczych. Natknęłam się wtedy na zdjęcia błękitnej medyny w Chefchaouen i niebiańskiej plaży w Legzirze. Było to jeszcze w czasach, gdy wydawało mi się, że ‘zagranica’ nie jest dla mnie i wszystko to leży poza moim zasięgiem. W zdjęciach z Maroka zakochałam się jednak bezpowrotnie i na długo miały zostać w mojej głowie. Niewiele później dotarłam do książki Kingi i Radka, którzy opisywali swoją pięcioletnią podróż po świecie. Zaczęło mi się już powoli układać, że podróżowanie jest dla śmiertelników, że ludzie to robią na przeróżne sposoby, że ja też przecież mogę. A ponieważ ślub zbliżał się wielkimi krokami, zapadła decyzja o podróży stopem w ramach miesiąca miodowego. Do Maroka oczywiście. Widocznie jednak nie był to ten czas, bo podróż poślubna o Afrykę nie zahaczyła. Przekonała za to do tego, że ‘zagranica’ nie taka straszna, a podróżowanie nie takie trudne.

Zaczęła się więc era autostopu, couchsurfingu, wyszukiwania tanich lotów, zwiedzania świata i czytania wszelakich książek i blogów podróżniczych. Dwa lata później na półkę wskoczył, otrzymany w prezencie, przewodnik po Maroku. W międzyczasie ktoś ze znajomych tam pojechał i pochwalił się zdjęciami. Kluczowa okazała się być impreza, na której znajoma zapowiedziała, że planuje wyjazd za trzy miesiące. Zazdrościłam, ale wiedziałam, że z różnych powodów w tym roku wybrać się tam nie dam rady. Jednak następnego dnia, internet podsunął nam na śniadanie tanie loty do Maroka. I to było to! Bilety zostały kupione w ciągu dwóch dni. No bo ile można o tym Maroku czytać, słuchać i myśleć? Wyczekane smakowało wybornie. A głównym punktem podróży była oczywiście medyna Chefchaouen i Legzira..

Teraz już wiem, że w gruncie rzeczy to było śmiesznie proste. Wystarczyło kupić bilet i polecieć. Pięć lat temu wydawało mi się to jednak abstrakcją. Dziś nie boję się już abstrakcji! Czytam rewelacyjną książkę Majki Sontag o podróży dookoła świata i wiem, że kiedyś pojadę do Ameryki Południowej. Dlaczego? Ot, właśnie dlatego, że parę lat temu zauroczyły mnie zdjęcia pustyni solnej w Boliwii. Skoro z Marokiem się udało, czemu z Boliwią miałoby być inaczej? Maja tam była, więc ja też mogę. I wiecie co? Wy też!

DSC0878DSC0933DSC0951DSC0952DSC0977>DSC0985DSC0994DSC1038

Komentarze