Dziurawa Islandia

Nie jest żadną tajemnicą fakt, iż Islandia jest obszarem wulkanicznie czynnym. Wie o tym każdy, kto ma jakikolwiek kontakt z mediami – co parę lat słyszymy bowiem o tym, że wyspa szykuje się na wybuch lub (na szczęście rzadziej), że doszło do jakiejś erupcji. Przed oczami stają nam wtedy stożkowate góry, z których wydobywa się lawa oraz dym i na tym zwykle kończą się nasze wyobrażenia o całym zjawisku. Tymczasem wulkanizm Islandii jest znacznie bardziej złożony (i ciekawszy), a najlepsze w nim jest to, że jest możliwy do obserwacji nawet dla laików.

Nie wiem, czy gdziekolwiek na świecie istnieje kraj bardziej podziurawiony od Islandii. Ta mroźna wyspa leżąca na styku dwóch, stale pracujących płyt kontynentalnych, pełna jest mniejszych lub większych szczelin i otworów. Ziemia na Islandii pęka, zapada się, wypiętrza, a czasem zasklepia po to, by za chwilę w innym miejscu znów się otworzyć. Nieustannie oddycha i pluje, bulgocze i tryska, grzmi i syczy. Przerażająco i… pięknie!

Gór wulkanicznych jest na Islandii około 130. Aktywnych i stale monitorowanych – 30. Podróżując po wyspie wielokrotnie mija się stożki, kratery i zaschnięte pola lawy. Można się na nie wspinać, można wokół nich spacerować. Największą atrakcją zdaje się być jednak eksploracja komory magmowej zastygniętego wulkanu Þríhnúkagígur. Jest to jedyny wulkan na świecie, na którego dno zjechać można windą. Wrażenia ponoć bezcenne, ale w tej kwestii, musimy uwierzyć na słowo tym, którzy mieli okazję tego doświadczyć. My zadowoliliśmy się zajrzeniem do kilku kraterów i spacerem po rozległym polu wulkanicznym Leirhnjúkur – krajobraz nieziemski!

Najgroźniejsze systemy wulkaniczne Islandii skryte są pod ogromnymi lodowcami. Podczas naszego pobytu na wyspie, erupcją straszyła Katla (znana jako najbardziej niebezpieczny wulkan na Islandii). Aktualnie wzmożoną aktywność wykazuje Öræfajökull. Przyznaję, że monitoring aktywności wulkanicznej wciąga i mimo, że opuściliśmy Islandię pół roku temu – wciąż zdarza mi się sprawdzić status zagrożenia na mapie aktualizowanej przez Icelandic Meteorological Office. Jest w tym jakiś dreszcz emocji, chociaż znając historię największych erupcji – nikomu nie życzę, żeby do podobnej kiedykolwiek znów doszło.  

Kolejnym przejawem aktywności wulkanicznej na Islandii są wulkany błotne i wyziewy wulkaniczne – między innymi siarkowodorowe solfatary. Jeśli chodzi o te pierwsze – po tym, co widzieliśmy w Rumunii (o wulkanach błotnych w Rumunii pisaliśmy tu), te islandzkie nazwać bym wolała kałużami błotnymi (wulkany błotne w Rumunii nie mają jednak nic wspólnego z magmą wulkaniczną – powstają w wyniku erupcji gazów ziemnych). Solfatary natomiast rzeczywiście robią wrażenie, chociaż niekoniecznie pozytywne (ten smród!!!). Spacerując wśród nich, najlepiej unikać wdychania gazów, deptania po kolorowych kałużach i dotykania (!) dłonią czegokolwiek (gorące opary i wytrącająca się siarka nie są przyjemne dla naszego organizmu). Przygotować się też należy na żmudne szorowanie butów i dywaników samochodowych, na których zostaje potem całe mnóstwo błota. Brzmi zniechęcająco, niemniej warto zobaczyć na własne oczy, jak „oddycha” nasza planeta.

Buzująca pod powierzchnią Islandii magma jest realnym zagrożeniem, ale jest też poniekąd skarbem. Islandzkie domy (a nawet niektóre chodniki w stolicy) ogrzewane są w większości wodą z gorących źródeł. Wykorzystuje się ją z resztą także do pozyskania energii elektrycznej. Parujące elektrownie geotermalne wynurzają się zza zakrętów w kilku miejscach na wyspie, a cała reszta kraju usiana jest mniejszymi lub większymi jeziorkami, basenami i oczkami z gorącą wodą zachęcającą do kąpieli.

Wody geotermalne na Islandii oprócz tego, że potrafią być przyjemne i pożyteczne, grają również główną rolę w zjawiskowym spektaklu, jakim jest wybuch gejzeru. Określenie „gejzer” pochodzi z resztą od jednego z wybuchających źródeł na Islandii o nazwie Geysir. Aktualnie najbardziej aktywnym gejzerem na Islandii jest Strokkur – średnio co 10 minut wyrzuca on potężną ilość wrzącej wody na wysokość trzydziestu metrów. Islandzkie pole gejzerów jest bardzo łatwo dostępne – tryskające źródła znajdują się tuż przy drodze i wchodzą w skład tzw. Golden Circle – najpopularniejszej trasy turystycznej na wyspie. Jest to też jedna z niewielu atrakcji względnie dostępnych dla osób poruszających się na wózkach (i z wózkami) i chyba najłatwiejszy do obserwacji przykład wulkanicznego charakteru wyspy. A jaka radość przy wybuchu! Polecamy każdemu na dobry początek dnia!