Estońska Niagara


Wystarczy zaledwie pół godziny, by zostawiając w tyle zabudowania Tallina, znaleźć się w miejscu, w którym rzeka Jägala bez żadnego zawahania rzuca się w ośmiometrową przepaść. Wrażenie jest niesamowite, bo z pozoru nic nie zapowiada tego dramatu – woda płynie sobie szeroko w otoczeniu zieleni i tylko jej wartki nurt nie pasuje do sielankowej scenerii. Rzeki na nizinach zwykle się tak przecież nie śpieszą. Urywa się nagle. Pod kątem prostym. Na całej szerokości. Jakby wzrok płatał nam figla. Coś dużego, co porusza się niezwykle szybko, nagle znika z pola widzenia. Ale przecież w przyrodzie nic nie ginie, rzeka gubi się tylko na chwilę. Ułamek sekundy sprawia, że nasz wzrok odnajduje ją na nowo. Już w dole. Spienioną, skotłowaną, otrząsającą się z tego skoku, który wykonała.

Zimą zamarza, zastyga w ciszy i odpoczywa. Latem huczy i żyje. Jägala juga – piękny wodospad, zupełnie inny od wszystkich, które do tej pory widzieliśmy. Jedno z miejsc, dla których warto było pojechać do Estonii.

Komentarze