Moja ulica murem podzielona…

Przyznaję, że nigdy nie myślałam o Cyprze. Nie było go w moich planach wyjazdowych, jakoś tak nie mieścił się w kategoriach zainteresowań. Zupełnie nic o nim nie wiedziałam! Nie wiedziałam, że jest szalenie malowniczy, ani tego, że ma pełno zabytków, a przede wszystkim, nie wiedziałam tego, że… jest od 40 lat okupowany przez Turcję. To było dla mnie totalne zaskoczenie! Ta mała wyspa, te błękitne laguny na okładkach folderów podróżniczych, ten kraj członkowski UE – wszystko to podzielone murem i zasiekami? Nie może być…

Wciąż ciężko mi pojąć sytuację Cypru i to, że stolica wyspy podzielona jest drutem kolczastym na część grecką i turecką. Ciężko mi pojąć punkty kontrolne w środku miasta, pustą strefę buforową kontrolowaną przez ONZ i całą tą infrastrukturę, która przecież jakoś działa od 40 lat. Absolutną abstrakcją jest dla mnie kościół, przez który przebiega linia podziału, w związku z czym nie jest aktualnie użytkowany (wejście do kościoła znajduje się po stronie greckiej, a wyjście z niego leży na terenie Republiki Tureckiej Cypru Północnego). A do tego dochodzą jeszcze niezależne tereny brytyjskich baz wojskowych…

Całość zupełnie nieźle funkcjonuje. Są banki, szkoły, sklepy, szpitale, urzędy, bankomaty, meczety (przerobione z gotyckich kościołów), cmentarze… Po przejściu przez kontrolę paszportową zmienia się nam strefa roamingu (uwaga! to już nie jest UE!), musimy wymienić walutę,  przestawić się na inny język, przyzwyczaić do nawoływań muezina z meczetu. Wszystko to w granicach jednej małej wyspy i w granicach jednego miasta stołecznego. A gdzie w tym wszystkim są ludzie? Ludzie przede wszystkim chcą normalnie żyć. Jak zawsze, jak wszędzie. Gdy w zeszłym roku pytaliśmy Palestyńczyków o to, jak odnajdują się w trwającym na Bliskim Wschodzie konflikcie – odpowiadali, że chcą tylko normalnie żyć. Tych samych słów używali Izraelczycy. Ludzie w Nikozji piją kawę przy stolikach pod samymi zasiekami udając, że ułożone na sobie worki z piaskiem, stanowią element wystroju kawiarni. Choćby postawiono mur do samego nieba – ludzie pod nim, zawsze będą chcieli po prostu normalnie żyć. A konflikty? Te toczą się gdzieś na górze, na wysokich stołkach, pomiędzy ważnymi głowami, które decydują o tym kto z kim i za ile. Aktualnie pracuje się nad połączeniem północnej i południowej strony Cypru. Ponoć nawet są na to realne szanse. Mówiono nam o tym po obu stronach. Problem jest niestety niemały. No bo kto miałby rządzić takim połączonym Cyprem? I jakby to miało przebiegać? Tego wciąż nie wie nikt…

Cały ten podział czyni z Nikozji miasto niepowtarzalnie kontrastowe. Strona europejska na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie bogatej i uporządkowanej. Ta turecka oczywiście wprost przeciwnie. Niewątpliwie każda ma jakiś urok. Spacerowaliśmy, jedliśmy i piliśmy po obu. Spaliśmy tylko po jednej (ale za to z widokiem na tą drugą, bo władze tureckie zadbały o to, aby świecąca i migająca na wzgórzach flaga Cypru Północnego, była widoczna z każdej części miasta). Trochę żałujemy, że dotarliśmy do Nikozji dopiero na dwa dni przed opuszczeniem Cypru. Gościła nas w niej znajoma z dawnych lat (pochodząca z Przelewic, o których ostatnio pisaliśmy), która mieszka tam i żyje z rodowitym Cypryjczykiem – dzięki nim, mogliśmy poznać to szczególne miasto trochę bardziej. Zabrakło nam niestety czasu na to, by je zrozumieć. Ale może jeszcze kiedyś będzie okazja…