Myślisz, że umiesz gotować? Serio?


Może i nie uprawiamy turystyki kulinarnej, ale jeść coś człowiek musi. A czy jest coś lepszego od domowego jedzenia? Chyba tylko wspólne gotowanie!

Marokańska wioska. Domki z gliny i kuchnia, w której od rana do nocy toczy się życie. Zbliża się pora kolacji; żeńska część rodziny woła mnie do pomocy, więc idę. Pada hasło: kuskus z warzywami. Myślę sobie – nic prostszego! Wystarczy zalać wrzątkiem i za parę minut będziemy jeść!

Na ziemi leży olbrzymia miska wypełniona żółciutką kaszą. Dziewczyny klękają wokół niej na kolanach i podwijają rękawy. Wygląda podejrzanie. Kuskus nie raz robiłam, ale nigdy się do niego nie modliłam… Najstarsza z sióstr polewa kuskus wodą i oliwą. Po czym, każe mi mieszać. Podwijam więc rękawy i zaczynam taplać się w kaszy. Robię to nieporadnie, więc wszyscy dookoła zanoszą się śmiechem. Nie mogą uwierzyć w to, że mam tyle lat, męża pod dachem i nie potrafię przyrządzić kuskusu. Jak to możliwe? Przecież to podstawa! Na ogniu stoi wielki gar z gotującą się wodą. Na nim sito. Odpowiednio długo mieszany kuskus – ląduje na parze. Fajnie, zdrowo! Zaraz będzie gotów! Zabieramy się za warzywa. Obrane – wskakują do gara z wrzątkiem. Wszystko wydaje się mieć sens. Jakie jest więc moje zdziwienie, gdy po 10 minutach kuskus zostaje przerzucony z sita… z powrotem do miski. Kolejny łyk wody i oliwy, kolejne mieszanie. Jest trudniej, bo kasza już gorąca. Idzie mi sprawniej, więc zawartość miski dość prędko zabrana zostaje na parę. Nie na długo – tym razem “parzy się” 15 minut. Zgadnijcie co potem? Nic już mnie nie dziwi, nawet kolejne mieszanie i kolejne 20 minut na parze. Robię, co mi każą, bo wiem już, że nie będzie to zwykły kuskus. Będzie to najlepszy kuskus, jaki jadłam w życiu! Nie mylę się ani trochę. Po godzinie, w głównym pomieszczeniu zasiadamy do usypanego (w tej wielkiej misie) kopca z kaszy, obłożonego ugotowanymi warzywami. Zajadamy rękoma, jak wszyscy. Podrzucając garstki kuskusu w dłoni, formujemy łatwe do zjedzenia kulki. Nie lada sztuka. Adekwatna do metody przyrządzania dania. Czasem mi głupio, że w domu zalewam kuskus wrzątkiem i zjadam go sztućcami…
DSC0272DSC0055

A jeśli następnego dnia wydawało mi się, że przygotowanie naleśników na śniadanie będzie łatwiejsze – myliłam się bardzo.

DSC0117DSC0115

Na koniec prawdziwe wyzwanie – słynna, afrykańska mahjouba (prawie mi wychodziło!).

DSC0287

Komentarze