Nasza pierwsza pustynia i historia pewnego zdjęcia


W każdym kraju są miejsca, które po prostu chce się zobaczyć. Są też atrakcje, których chce się doświadczyć. I mimo, że podążanie poza utartym szlakiem jest może “bardziej”, to jednak od czasu do czasu, fajnie jest zajrzeć w miejsca z przewodnika. My zaglądamy.

Jadąc do Maroka wiedzieliśmy, że chcemy zobaczyć błękitną medynę w Chefchaouen, czerwone skały na plaży w Legzirze i pustynię. Mimo, że mapa krzyczała: “Sahara!”, ze względów politycznych, zdecydowaliśmy się na skromną Erg Chebbi. Jest niewielka, a jej piaszczyste wydmy wyrastają w bliskim sąsiedztwie wiosek i palm. Jednak ponieważ była to pierwsza pustynia, którą mieliśmy okazję zobaczyć – jej skromność była dla nas nieodczuwalna. Zwłaszcza o wschodzie słońca, gdy na horyzoncie dostrzec można było wyłącznie wielbłądy i piach.

_DSC0468

Na Erg Chebbi spędziliśmy noc z Beduinami w przygotowanej na potrzeby turystów oazie. Jest to jedna z najbardziej popularnych i przy tym, najbardziej kosztownych atrakcji Maroka. Punktem wypadowym na pustynię jest najczęściej miejscowość o nazwie Merzouga. Nam udało się jednak znaleźć couchsurfera w małej wiosce Hassilabied, który zorganizował nam całą wyprawę w bardziej kameralnym gronie. Dzięki niemu, przez pustynię przedzieraliśmy się we dwójkę z własnym przewodnikiem, a w obozowisku dołączyliśmy do (tylko!) dziesięcioosobowej grupy. O ile liczebność grupy nie miała większego znaczenia przy posiłkach, toalecie, czy nocnym muzykowaniu na bębnach – o tyle, dzięki małej ilości osób w obozowisku, łatwiej było rano “upolować sobie wydmę” na wschód słońca. Bo wspinanie się po wydmach do łatwych nie należy. A przejście kilku metrów, potrafi stanowić nie lada wyzwanie. Więc im bliżej, tym lepiej. Mniej czasu straconego na szukanie “wolnej” wydmy, to więcej czasu na podziwianie widoków i robienie zdjęć.

_DSC0510

_DSC0509

A tajemnicą nie jest, że robić zdjęcia, to my lubimy. Zaczęliśmy od zachodu słońca. Wyostrzone krawędzie, wydłużone cienie, ciepłe kolory – pustynia bardzo chętnie pozowała. Ja też – do czasu wspólnego zdjęcia, które zawsze robimy, no bo pamiątka musi być. Tym razem, z jakiegoś powodu (którego żadne z nas dziś nie pamięta!), podczas robienia tego zdjęcia… zaczęliśmy się kłócić. Wyobraźcie sobie – Afryka, Maroko, pustynia, zachód słońca, pięknie jest, a oni stoją na tej wydmie i zwyczajnie się kłócą. Bez sensu! Oczywiście wspólne zdjęcie musiało powstać mimo wszystko, staliśmy więc i próbowaliśmy je wykonać. Aż w końcu… pękliśmy. Przerósł nas poziom absurdu tej sytuacji i zwyczajnie zaczęliśmy się z niej śmiać. W efekcie, powstało nasze ulubione zdjęcie z Maroka. Serio! Wisi teraz w największej ramce na ścianie. Nie polecamy wszczynania kłótni, celem wykonania udanego zdjęcia – nie odradzamy natomiast próby zrobienia wspólnego zdjęcia podczas kłótni. Efekt może być zaskakujący 🙂

_DSC0555

_DSC0534

_DSC0547

_DSC0579

_DSC0598

Następnego dnia, rozczarowani brakiem gwiaździstego nieba w nocy (prawdopodobnie jedyna pochmurna noc w ciągu całej naszej podróży po Maroku!), wstaliśmy wcześnie, ubraliśmy się grubo (tak, to prawda, że na pustyni jest zimno nocą) i ruszyliśmy z aparatem na poszukiwanie słońca. Aparat stanął na statywie, a my… chłonęliśmy energię. Bezkresna przestrzeń złotego piasku (a przecież to nie Sahara!), cisza i spokój. Takie chwile zostają w pamięci na długo. Może dlatego, że człowiek zagląda wtedy głębiej w siebie? Podziwianie wschodów to moja ulubiona medytacja. A podziwianie tego na Erg Chebbi, to zdecydowanie jedna z tych przewodnikowych atrakcji, które warte są przeżycia.

_DSC0651

_DSC0635

_DSC0637

_DSC0666

_DSC0668

A na potwierdzenie historii o najbardziej uśmiechniętym zdjęciu z Maroka – zdjęcie naszej ściany, ot co!

12181075_10205436799587187_426038376_o

Komentarze