O Krymie bez polityki

Od tygodni oczy ludu zwrócone są w stronę Krymu. My też z mniejszym bądź większym niepokojem śledzimy ruchy Rosji i Ukrainy, zastanawiając się jakie konsekwencje będą miały podejmowane decyzje. I tęsknimy za Krymem. Tęsknimy za beztroskim rozbijaniem namiotu na plażach i klifach, skalnymi miastami i rezerwatami przyrody, ciepłą wodą w Morzu Czarnym i uśmiechniętymi ludźmi. Myślę, że będziemy kochać to miejsce niezależnie od tego, do kogo będzie należeć. Niech tylko krajobraz pozostanie bez szkody i ludzie bez krzywdy… Bo Krym bardzo piękny i gościnny jest. Miłośnicy malowniczych widoków mogą np. zachwycić się linią brzegową przylądka Tarchankut lub powędrować ścieżką przyrodniczą, z której słynie Nowe Świat. Fascynatów dzikiej natury przyciągnie z pewnością rezerwat Kazantyp – niestety aktualnie poszukuje się tam złóż ropy, wiertłami przeobrażając malownicze wybrzeże w ser szwajcarski. Fani muzyki jazzowej odwiedzą chętnie Koktebel, a entuzjaści rybołóstwa – okolice Teodozji. Dla geologów są góry i wulkan Karadah, dla historyków – Chersonez Taurydzki i atrakcje Bakczysaraju. Miłośnicy turystyki sakralnej zawędrują na progi Monastyru Uspieńskiego, licznych meczetów czy karaimskich domów modlitwy. Fanów industrialnych klimatów przyciągną ruiny elektrowni atomowej w Szczołkinie, a wielbiciele kurortowego klimatu zameldują się w Jałcie. Jest też miejsce dla wspinaczy, nurków, rowerzystów i żeglarzy. A my podróżowaliśmy swobodnie przez miasta i stepy Krymu, rozbijając namiot tam, gdzie mieliśmy na to ochotę i to był po prostu piękny czas.