Podmuch bryzy z Marsylii

Odwiedziliśmy Marsylię przemierzając autostopem południową Francję i bardzo mile wspominamy tę wizytę. Drugie pod względem powierzchni miasto we Francji nie ma dobrej opinii w przewodnikach. Przygotowani na ponure uliczki i bandy podejrzanych typów czyhające za każdym rogiem – zauroczyliśmy się małomiasteczkowym klimatem nadmorskiej dzielnicy i targowiskami rodem z Azji. Mimo, że Marsylia jest drugim pod względem wielkości portem w Europie – ominął nas stoczniowy krajobraz, tak dobrze znany nam z rodzimego Szczecina. Dostaliśmy za to rzędy uroczych jachtów i żaglówek, malownicze bulwary i wyjątkowo położone świątynie – górującą nad miastem Bazylikę Notre Dame de la Garde oraz pilnującą brzegu Katedrę La Major. Obie obowiązkowo należy zobaczyć! Oddalając się od starego portu, zbłądzić też warto wśród małych i wąskich uliczek pełnych pracowni ceramicznych.

Jeden dzień to niestety zbyt mało na zwiedzenie tak potężnego miasta – na szczęście wystarczająco, by kilkugodzinny spacer po porcie i jego okolicy zakończyć na targu. Bo to właśnie targi i bazary należą do miejsc, które lubimy najbardziej. I tu Marsylia nas nie zawiodła – rynek przy Rue Longue des Capucins pełen jest wszystkiego i niczego. Szukając francuskich akcentów – można się rozczarować, zwłaszcza w części gastronomicznej. My skusiliśmy się na egipskie mahjouba legumes za 2,50€ wyrabiane na zatłoczonej ulicy przez grupę rewelacyjnie zorganizowanych kobiet. a na deser wybraliśmy tureckie słodycze – warto!