Polsko, sielsko i spokojnie

Ponad 200 lat temu na rumuńskiej Bukowinie osiedlili się Polacy. I zostali. Dziś zamieszkują kilka wsi w sąsiedztwie malowanych monastyrów i tworzą zintegrowaną społeczność.

Do Nowego Sołońca wjeżdżamy przez dużą, drewnianą bramę. Nazwa wsi wyryta jest na niej w dwóch językach – rumuńskim i polskim.  Mijamy kościół katolicki i szkołę im. Henryka Sienkiewicza. W centrum wsi stoi nowo wybudowany Dom Polski. Biało-czerwona flaga powiewa obok tej trójkolorowej, rumuńskiej. Wszystko zamknięte, ruszamy więc do Kaczycy. Na obiad. Młoda kelnerka nie mówi po polsku i ma pozłacane zęby. Wszystkie. Od wewnątrz. Menu jest w naszym języku – w ciągu dwóch stuleci pierogi zostały jednak wyparte przez pilaf i mici. Tu również funkcjonuje Dom Polski, na drodze nie spotykamy jednak nikogo, kto zechciałby nas w nim ugościć.

Kręta, szutrowa droga wiedzie przez las. Łączy w ten sposób Nowy Sołoniec i małą wieś o nazwie Plesza. Wśród starej, wiejskiej zabudowy, wyróżnia się kolejny Dom Polski.
– Otwarty w tym roku, biskup przecinał wstęgę – mówi starsza kobieta, zastając nas pod drzwiami. Zwracam uwagę na jej ładną polszczyznę – Ja nie mówię tak dobrze po polsku, tylko tak „po naszemu”! – śmieje się. Godzimy się przenocować na miejscu. Kobieta wysyła więc zaczepionego chłopaka po klucze do ciotki Jadzi.
– To moja córka, a jego ciotka – tłumaczy. W okolicy kręci się jeszcze jej kilkuletnia wnuczka. Mamy chwilę na rozmowę. Dowiaduję się, że wieś zamieszkują sami Polacy. Pytam o język polski w szkole.
– Uczą się, uczą. Ale tylko dwie godziny w tygodniu! – ubolewa kobieta.

Idę z jej wnuczką oglądać króliki w stodole. Dziewczynka ma 7 lat i niepolskie imię. Trochę przeplata polski rumuńskim, ale mimo wszystko bardzo dobrze ją rozumiem.

W centrum wsi stoi kościół katolicki z wieżą zegarową. Na przydomowych sznurach suszy się pranie, w tym niebieskie koszulki z napisem „Przyjaciel Jezusa”. Część spotkanych na drodze osób, ma takie same na sobie. Ludzie chętnie się witają, wszędzie słychać staropolski. Jak żyje się Polakom na rumuńskiej Bukowinie? Jak to na wsi – powoli, ale pracowicie. We wtorek, podczas wieczornej mszy – kościół zapełniony. Zegar wybija każdy kwadrans, a o zmierzchu i o świcie – przygrywa religijną nutę. W okolicy wzgórza i lasy, wymarzone miejsce na odpoczynek. Będąc w okolicy, warto więc nadłożyć trochę drogi, by tu zajechać. Klucze do Domu Polskiego czekają u „ciotki Jadzi” w piątym domu po lewej, od strony Nowego Sołońca…