Słynne miasta Rumunii

Zwyczajowo w naszych wyjazdach dużo jest wsi i przyrody, a znacznie mniej miast i zabytków. Nie inaczej było z Rumunią, chociaż tu trzeba przyznać, że jak na tak krótką podróż – uzbieraliśmy całkiem sporą szczyptę wrażeń z kilku większych miejscowości. Ani słowa o Bukareszcie, za to kilka słów o czterech, nie mniej popularnych, miastach w Rumunii przed Wami.

Zacznijmy od Braszowa. Spędziliśmy w nim dwa dni – niestety oba pochmurne i deszczowe. Piękne, kolorowe miasto, nierzadko nazywane „rumuńskim Krakowem”, w czasie deszczu wyludnia się i szarzeje. Niemniej, przy odrobinie dobrej pogody bądź bogatej wyobraźni, ujrzeć można w Braszowie pełną życia starówkę z malowniczymi uliczkami, deptakiem i sporych rozmiarów rynkiem. Na uwagę zasługuje z pewnością Czarny Kościół Braszowski – największa budowla sakralna Rumunii. Swą nazwę zawdzięcza czarnym, okopconym murom, które są pamiątką po potężnym pożarze w 1689r.  Ten sam pożar strawił niestety oryginalne, gotyckie wnętrze kościoła, stąd większe wrażenie zrobił on na nas z zewnątrz, niż w środku. Braszów jest ponadto dobrą bazą wypadową na okoliczne zamki (takie, jak piękny i malowniczo położony Pałac Peleş, absurdalnie skomercjalizowany „zamek Drakuli” w Branie czy najczęściej pomijany i niedoceniany zamek chłopski w Rasnov). Tak też właśnie go potraktowaliśmy, nie mamy więc niestety więcej do powiedzenia na temat samego miasta. Mimo wszystko, zwiedzając Siedmiogród, warto się w Braszowie zatrzymać chociażby na przysłowiową kawę.

Kolejnym miastem na naszej trasie okazał się Sybin. Na pierwszy rzut oka – klimat starówki podobny do tej braszowskiej, jest w niej jednak jakaś magia, która sprawiła, że to właśnie Sybin zauroczył nas w swojej przestrzeni. Dwa czarujące rynki, połączone plątaniną uliczek, stare kamienice z charakterystycznymi „oczami” na dachach, długi deptak i przepyszne covrigi na każdym kroku. Zdecydowanie jest to miejsce, po którym można pokręcić się bez celu. Warto to zrobić, bo trafić można nie tylko na poukrywane w uliczkach kościoły, ale również na ciekawe punkty gastronomiczne (ku radości Jacka!). Osobom, które z jakiegoś powodu wybrać muszą w swojej podróży między Braszowem, a Sybinem – dożywotnio będę polecać Sybin. Bo tak!

W połowie drogi między Braszowem, a Sybinem, nieco na północ, umiejscowiła się Sigiszoara. Niewielka miejscowość z kolejną malowniczą starówką do zobaczenia – wyjątkowo przyjemna i z pewnością warta odwiedzin, ale raczej tylko na chwilę. Jest to jedna z tych mieścin, które obejść można w godzinę lub dwie, co absolutnie nie stoi na przeszkodzie, by się nią zachwycić. Jej stare mury, zabytkowe wieże i słynne schody przyciągają tłumy turystów, które nie docierają jednak na położony na wzgórzu cmentarz, a warto. Stare płyty nagrobne, postawione pionowo wzdłuż cmentarnych alejek, tworzą niezwykłą atmosferę, a cień drzew i wszechobecna cisza pozwalają odpocząć od malutkiego, ale gwarnego rynku. Zajrzyjcie tam przy okazji, nie zajmie Wam to dużo czasu.

Ostatnim popularnym miastem, wymienianym w przewodnikach i rzucającym się w oczy na mapie, które zdołaliśmy odwiedzić, była Konstanca. Miasto prawdopodobnie słynące z tego, że jest słynne – rozczarowało nas i zniesmaczyło, chociaż może tak naprawdę ukazało jakąś (nieznaną nam do tej pory) twarz Rumunii. Przede wszystkim, Konstanca jest nadmorskim kurortem, co sprawia, że w połowie października przy deszczowej aurze, jest martwa i nieprzyjazna. Do tego niestety jest mocno zaniedbana, brudna i szalenie droga. Przedmieścia składają się z olbrzymich kompleksów hotelowych, a centrum jest w rozsypce. Stare kamienice przy głównym deptaku straszą pustką i zawaleniem, a najsłynniejsza budowla, pojawiająca się na okładkach w przewodnikach – stoi udręczona przy bulwarze i woła o pomstę do nieba. Spektakularnych rozmiarów bulwar, ciągnie się wzdłuż morza i z pewnością przypomina w sezonie nasze Międzyzdroje – niestety jesienią nie ma sobą nic do zaoferowania. Jest to miasto, w którym obejrzeć można np. prawosławną katedrę, meczet i synagogę, jeśli jednak musielibyście naginać czasoprzestrzeń, żeby tu przyjechać – lepiej wybrać inny cel podróży.