Weekend u sąsiada

Co zrobić, gdy możliwości dłuższego, zagranicznego wyjazdu znikome, a wewnętrzna potrzeba takowego olbrzymia? Zawsze można odwiedzić sąsiada! My mamy to szczęście, że nasz bliski sąsiad ma m.in. bardzo atrakcyjną wyspę. Gdy więc nosi nas i wysiedzieć w domu ciężko, wskakujemy w auto i po dwóch godzinach jesteśmy u celu.

Jakoś tak się złożyło, że do tej pory nie napisaliśmy ani słowa o sąsiedzkiej krainie. Berlin, oddalony zaledwie o 1,5 godziny jazdy samochodem, jest miastem, w którym studiują/pracują/mieszkają i żyją duże ilości naszych znajomych. Meklemburgia jest jednym, wielkim szlakiem rowerowym, z którego mieszkańcy Szczecina i okolic bardzo chętnie korzystają (doskonała infrastruktura rowerowa i piękne tereny!). Drezno i jego skaliste okolice, to z kolei jedno z ulubionych miejsc wypadowych dla miłośników niewysokich gór i wspinaczki (bliżej, niż w Karkonosze!). A wyspa Rugia to częsty cel weekendowych wyjazdów pod namiot.

Co takiego ma w sobie Rugia, że przyciąga tłumy? W dużym skrócie wymienić można z pewnością wybrzeże sprzyjające plażowaniu i surfowaniu, malownicze klify, słomiane chatki na wioskach, trasy rowerowe, latarnie morskie, śledzie w bułce, stada owiec, przystanie jachtowe i urokliwe miasteczka. I to, że mimo natężenia ruchu turystycznego – na wyspie wciąż znaleźć można miejsca, gdzie jest po prostu sielsko i spokojnie.

Wszystko zaczyna się w Stralsund. Piękne, zabytkowe miasto, przez które przebiega jedyna droga lądowa na Rugię. Mieszkańcom Szczecina Stralsund znane jest przede wszystkim z atrakcyjnego Oceanarium, które mieliśmy okazję odwiedzić parę lat temu i z pewnością polecamy (wizytę w Oceanarium uzupełnić można o stare Muzeum Morza, to drugie nie zrobiło jednak na nas tak dużego wrażenia). Zupełnie niesłusznie zrezygnowaliśmy wtedy ze zwiedzania samego miasta – nie mieliśmy pojęcia o tym, jak piękną starówką może się pochwalić! Dziś śmiało mogę polecić spędzenie całego dnia w tym uroczym mieście. Zwłaszcza, jeśli Wasze oczy lubią gotycką zabudowę z czerwonej cegły – w Stralsund jej nie brakuje!

Tuż za mostem czeka na nas cicha i spokojna Rugia. Nie oszukujmy się, nie jest to wyspa na jeden weekend. Żeby ją zwiedzić i się nią nacieszyć, wypadałoby spędzić na niej przynajmniej tydzień. My nie mieliśmy tygodnia, wybraliśmy więc tylko kilka miejsc do odwiedzenia. Poza tym, był to wyjazd rekreacyjny – miałam zaczerpnąć świeżego, pełnego jodu powietrza i odpocząć przez chwilę od miasta.

Zaczęliśmy od Półwyspu Mönchgut. Zachęceni opisami wskazującymi na to, że jest to jedno z najbardziej zacisznych miejsc na całej wyspie, zdecydowaliśmy właśnie tam poszukać jakiegoś pola namiotowego. Poszukać, bo przed wyjazdem niczego nie zarezerwowaliśmy. Na szczęście Rugia bogata jest w kempingi, chociaż większość z nich położona jest przy głównej drodze, co trochę odbiera im uroku. My, po objechaniu całego Półwyspu Mönchgut, wylądowaliśmy w urzekającej wiosce Gager, położonej wśród wzgórz i wody, z dużą ilością krytych strzechą chatek i przystanią jachtową. Sporych rozmiarów pole namiotowe znajduje się co prawda w samym centrum wioski, nie leży ona jednak przy głównej drodze, jest więc tam bardzo spokojnie. Gager to miejsce w sam raz na wieczorne spacery i oderwanie się od rzeczywistości. Jedyna uwaga – jeśli ktoś planuje plażowanie, powinien przygotować się na parokilometrowy spacer na najbliższą plażę.

Po nocy spędzonej w namiocie, postanowiliśmy zobaczyć to, z czego Rugia słynie najbardziej – białe klify na wybrzeżu. W tym celu, udaliśmy się do Parku Narodowego Jasmund i wydaliśmy niemałe pieniądze na bilety wstępu. Na Rugii liczyć się niestety należy z dość wysokimi opłatami za parkingi, wszelakie bilety wstępu, czy przejazdy specjalnymi autobusami z punktu A do punktu B (jak w Jasmund właśnie). Pola namiotowe i jedzenie też swoje kosztują, nie jest więc to najtańsza opcja na weekend, co nie zmienia faktu, że wciąż Rugię polecamy. Park Narodowy Jasmund to jej główna atrakcja – to właśnie tam, z kamienistego brzegu morza, wyrastają olbrzymie, białe klify. Dzięki nieźle przygotowanej infrastrukturze turystycznej, oglądać je można zarówno z góry, jak i z dołu. Moim skromnym zdaniem, widok z dołu jest bardziej porywający, wyprawa na dół wiąże się jednak z koniecznością powrotu na górę, a uwierzcie mi – liczba schodów jest imponująca. Otoczone zielenią kredowe skały i wystające z nich krzemienie to bardzo ciekawy obraz, koszty wstępu na ten teren są chyba jednak trochę wygórowane…

Z Jasmund udaliśmy się na przylądek Arkona, dawny ośrodek kultu religijnego Słowian. Tu również podziwiać można klifowe formacje skalne, a krajobraz jest dodatkowo wzbogacony o latarnie morskie. Dużą zaletą tego miejsca jest malownicza trasa spacerowa, z której chętnie skorzystaliśmy po tym, jak okazało się, że z powodu uszkodzonych schodów, nie mamy możliwości zejścia na plażę. Ścieżka spacerowa biegnie przez pola i las, prowadzi wzdłuż klifowego wybrzeża, mija latarnie morskie i zahacza o rybacką wioskę Vitt. Wbrew pozorom, nie jest to spacer wybitnie długi – dla tych, którzy z różnych powodów nie mogą go jednak zrealizować, alternatywą jest przejazd kolejką turystyczną.

Odwiedzone przez nas miejsca to tylko namiastka tego, co ma do zaoferowania Rugia. Może następnym razem zajrzymy na nią z rowerami? A może skusimy się na podziwianie kredowych klifów od strony morza? Z pewnością jeszcze nie raz złożymy wizytę naszemu sąsiadowi i jego wyspie. Zwłaszcza, że tylko tam Jacek zjeść może tak dobrą bułkę ze śledziem 🙂